Menu

niedziela, 11 lutego 2018

Fine dining week - recenzja / Genesis, Warszawa

Już po raz drugi wybrałam się na Fine Dining Week w Warszawie. Dwa lata temu, podczas premiery tego festiwalu miałam przyjemność odwiedzić niezwykłą restaurację Merliniego 5, skąd wyszłam całkowicie zachwycona. Tym razem z Mateuszem wybraliśmy się do Genesis.

Co to jest Fine Dining Week? 


To bardziej luksusowa wersja Restaurant Week. Do tej pory z Fine Dining Week można było skorzystać tylko w Warszawie i w Krakowie, natomiast od tego roku również w Poznaniu i Wrocławiu. Jest to festiwal sztuki restauracyjnej, w której biorą udział restauracje wyższej klasy. W cenie 119 zł/os. można spróbować 5 dań degustacyjnych za które normalnie zapłacilibyśmy dużo więcej. Festiwal trwa przez 10 dni (od 7 do 17 lutego). 

Jak można wziąć udział w festiwalu?


Na stronie głównej www.finediningweek.pl wybieramy sobie restaurację, która nas interesuje. Następnie wybieramy liczbę gości, datę, godzinę i jedno z dwóch menu (A lub B, z czego najczęściej jedno z nich jest wegetariańskie). Płacimy kwotę 119 zł za osobę i idziemy w wyznaczonym dniu przeżyć fuzję smaków:)



Najlepiej jest wybrać restaurację w której się jeszcze nie było lub też menu, którego raczej byśmy nie wzięli. Większość ludzi jest przyzwyczajonych do 'swoich smaków' i coś w tym jest, że raczej jak jesteśmy głodni to wolimy sprawdzone dania, które na pewno spełnią nasze oczekiwania. Ten festiwal jest właśnie po to, żeby odejść od naszych nawyków i złamać trochę rutynę.

Ok, więc my wybieramy mieszczącą się przy pl.Europejskim 5 w Warszawie - restaurację Genesis. Restauracja wyglądem przypomina ludzkie serce (projektował je polski architekt Przemysław Mac Stopa). Genesis ma trzy piętra, ale my zostajemy na parterze.


"Witaj na Fine Dining Week 2018! Przed Tobą pełne doświadczenie restauracyjne w jednej z najlepszych Restauracji w Polsce. Szef Kuchni przygotował dla Ciebie wyjątkową, pięciodaniową degustację." - takie słowa czytamy w 'liście', który otrzymujemy zaraz po zajęciu miejsca.

Sponsorem wydarzenia jest ponownie MARTINI, więc dostajemy na początek koktajl z wermutem (do wyboru wersja słodka lub wytrawna).

1. Ravioli z musem z ricotty, wędzonych jabłek i pora, palone warzywa - to przystawka, którą jemy jako pierwszą.




Ravioli okraszone jest prażonymi orzechami. Przystawka serwowana jest na ciepło, mus jest bardzo delikatny, a palone warzywa sprawdzają się tu idealnie. Ja jestem fanką raviolo con uovo (czyli raviolo z płynnym żółtkiem, ricottą i szałwią smażoną na maśle), więc ta przystawka również smakowała mi niezmiernie. Ciasto al dente, czyli takie jak lubię najbardziej. 


2. Consomme z perliczki i buraków - na początek warto wspomnieć czym w ogóle jest "consomme". Jest to wywar warzywno-mięsny, który klarowany jest na mielonym, surowym mięsie i białkach jaj. Dzięki takiemu zabiegowi bardzo łatwo jest usunąć tłuszcz i osad, ponieważ zbierają się na górze.




Najpierw dostajemy naczynie wypełnione domowym makaronem i 'kółeczkami' idealnie wykrojonymi z buraków. Następnie kelner dolewa nam consomme. Ja nie jestem fanem buraków, właściwie to nawet ich nie lubię, ale te consomme z perliczki było naprawdę pyszne. Taki bardzo delikatny barszczyk, ale ze zdecydowanym smakiem. 

3. Filet z halibuta z pieczonym fenkułem, cytrusy - to danie zrobiło akurat na Mateuszu największe wrażenie. Rzeczywiście połączenie cytrusów i idealnie przyrządzonego halibuta było sztosem. Śnieżnobiały filet z halibuta wyglądał tak cudnie, że aż żal było go jeść:) 



Najlepiej smakowały wszystkie składniki dania wzięte razem na widelec, czyli fenkuł (koper włoski) + filetowane cytrusy + ryba. Naprawdę połączenie ryby z mandarynką jest fenomenalne. 

4. Pierś z kaczki z sosem z pieprzu seczuańskiego, topinambur - drugie 'danie główne' i mój faworyt absolutny!




Lekko krwista kaczka o idealnej, powtarzam IDEALNEJ konsystencji. Nie jestem w stanie rozpoznać wszystkich smaków, jakie znajdują się na tym talerzu, ale mistrzostwo! Sos z pieprzu seczuańskiego i topinambur - BAJKA! Absolutnie wrócę tu na tę kaczkę, którą oceniam 10/10.

5. Sernik z koziego sera, czarna porzeczka - deser.





Na talerzu dostajemy: sernik z sera koziego, lody porzeczkowe, pianę z wiśni, małą bezę i kruche czekoladowe, pokruszone ciastka. Ja nie przepadam za serem kozim i chyba dalej się do niego nie przekonałam, ale pozostałe składniki deseru były przepyszne. Lody porzeczkowe wpadały trochę w smak kakao, a całość była doskonale złożona zarówno jeśli chodzi o smak, jak i wygląd.

Wizytę oceniam bardzo dobrze. Wnętrza bardzo ładne, czyste, białe. W środku króluje motyw drzewa (który możecie zaobserwować na każdym z talerzy). Jedyny minus, że siedzieliśmy blisko okna i czuć było mróz z zewnątrz, ale tego dnia naprawdę było zimno w Warszawie. Genesis jest taką trochę oranżerią i śnieg na zewnątrz oddawał miłe wrażenie wizualne.

Było warto i chętnie tu wrócę.
Joanna Koczan

Genesis
Pl.Europejski 5, 
00-844 Warszawa

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza